W mojej codziennej egzystencji można by ze spokojem nakreślić pewne 'fale' - i tak mamy (w przypadkowej kolejności):
- rysowanie
- czytanie
- oglądanie filmów
- nauka (whut?...)
Oczywista przeszliśmy etap rysowania zazębionego z filmami - czas na czytanie!
Narody, padajcie na kolana, bo to babsko nie ma żadnych hamulców.
Arturo Pérez-Reverte
Klub Dumas
Tłumaczenie: Filip Łobodziński
Wydawnictwo Muza, 2001
458 stron
>> „Klub Dumas” to
niezwykłe zaproszenie dla tych wszystkich, dla których książki wciąż są
źródłem przygód, emocji i gry z własną i cudzą wyobraźnią. To
zaproszenie i zabawa dla wielbicieli powieści Aleksandra Dumasa,
Stevensona, Sabatiniego, Conan Doyle’a i Chandlera, ale i dla
wielbicieli borgesowskiej biblioteki i rzadkich, często sekretnych
starodruków. „Klub Dumas” to intryga, zagadka kryminalna, powieść akcji i
cudowny hołd składany Powieści, Książce i Czytelnikom <<
Na początek wspomnę może, że na podstawie tejże książki, powstał film "Dziewiąte Wrota" z Johnnym Deepem, który, co by tu rzec, był bardzo na miejscu ze swoim króliczo-wilczym wyglądem. Ale my nie o filmie (i nie o Deepie niestety).
Okładka nie zdradza nam nic z tego co dzieje się w środku >>jeśli myślisz inaczej, nie wspominaj mi o tym, nie każdy jest bystry jak Ty i ja się tam niczego nie dopatrzyłam<<. Po przeczytaniu wiem czemu - ciężko jest napisać coś o tej powieści nie zdradzając akcji (ale my spróbujem, niet?)
Głównym bohaterem jest pan Lucas Corso, najemnik i facet od czarnej roboty w świecie książek i bibliofilów. Mały spryciarz w okularkach, który raz uśmiecha się jak sympatyczny królik, a raz szczerzy się jak głodny wilk. Autor przedstawił go bardzo 'po ludzku', nasz Corso ma liczne wady i łatwo nawiązać z nim nić porozumienia by wczuć się w dalszą akcję.
Reszta bohaterów jest raczej zarysowana, naszkicowana w paru zgrabnych zdaniach, raczej dla oddania klimatu sceny niż dla nich samych, co nie tylko nie razi, ale wręcz zalicza sie na plus. W ten sposób pogłębiamy wiedzę o tym, kto jest tam najważniejszy.
Książkę zjadłam. Tak po prostu. Myślę, że inaczej się nie da - strony wręcz same uciekały spod palców, a akcja płynnie i wartko prowadziła przez całą książkę. No, może prawie.
Język autora jest bardzo przystępny, nawet przy dość sporej ilości cytatów i obco brzmiących nazw i tytułów. Przy cytatach, a raczej może nawiązaniach zatrzymam się na chwilę.
Jednym z bardzo urzekających dla mnie szczegółów były z pewnością odwołania do twórczości A.Dumasa i jego "Trzech muszkieterów" (choć nie tylko). Niestety, równocześnie muszę zaliczyć to na mały minus - jeśli nie czytało się tychże muszkieterów (jak ja) traci się część radości - autor zdradza dużo ciekawych szczegółów, łącznie z.... tak, ja wiem, że wiecie, ale łącznie z końcem wszystkich końców. >>Nie płakuchnajmy, przedzierając się przez 67 rodziałów tego tłuściocha z pewnością zdążymy zapomnieć co gdzie i jak ;)<<
Prócz tego, sporo miejsca autor poświęca na opisy fizyczne książek, wspomina na równi, autorów, introligatorów i drukarzy, wykazuje szczegóły takie jak rodzaj papieru czy okładki - zważywszy na fakt, że przechodziłam przez to w zeszłym roku na studiach jestem zachwycona! Cudowne detale, choć niezbyt rażące dla osoby 'świeżej' w temacie. Ideolo.
Ogólnie rzecz biorąc książka bardzo dobra i nawet fakt, że w mojej bibliotecznej wersji zabrakło 9 stron w środku >przyznaję bez bicia, że od razu pognałam na neta i doczytałam te braki< nie zabrał mi radości z czytania. Ba! Nawet nauka historii w między czasie nic nie zmieniła w odbiorze!
Żyjecie? Świetnie, ja też. Uff, jakoś przeszliśmy - mam nadzieję, że nikt nie potrzebował strzelić sobie piątki na zachętę do czytania ;>